wtorek, 18 września 2018

When all the bluest stars paint your name in a sky of black, you must go back...

Łapię piękne momenty i staram się nie usnąć pijąc drugą kawę w ciągu dnia, co oznacza zapewne, że mojej tarczycy znowu coś odwala, niemniej - żyję szczęśliwie i na pełnych obrotach. Wyjazd w Bieszczady zdecydowanie powstrzymał mój overthinking o K., aczkolwiek nie jestem w stanie powiedzieć, że był on całkowicie udany - bezsenność skutecznie osłabiła mój zapał i mięśnie, co z kolei przyczyniło się do złego nastroju. Książki - które na nowo pokochałam i obecnie uzależniam się od ich kupowania na wyprzedażach - piękne widoki i dobre jedzenie powstrzymywały mnie przed szaleństwem, choć skłamałabym mówiąc, że nie tęskniłam za domem. Pierwsza noc znów we własnym pokoju, podczas której jedyną melodią była cisza zamiast chrapania ojca, była wspaniała, chyba nigdy nie spałam lepiej. Wyszło trochę moje domatorstwo, a trochę zmęczenie rodzicami - ostatnio im mniej czasu z nimi spędzam, tym lepiej wygląda nasza relacja. Dlatego z radością przyjęłam wiadomość o pojechaniu do brata - całą uwagę zabierała nowo narodzona J., choć nawet i wtedy pragnęłam samotności i wyciszenia. To drugie uzyskuję dzięki nieustannemu sprzątaniu, a przemeblowanie w pokoju dobrze zrobiło mi na głowę - nareszcie czuję, że to naprawdę moje miejsce. Nie oznacza to jednak, że siedzę w domu, wręcz przeciwnie - jak mówiłam, ograniczenie przebywania z rodzicami mi służy, zatem wczoraj spotkałam się z W. Śmieszna sprawa, bo przecież chodziłyśmy razem do klasy przez dwa lata, a dopiero teraz tak naprawdę nasza znajomość nabiera kształtów i staje się bliższa - aktualnie nie mam żadnego problemu, by zaproponować jej spotkanie czy odezwać się bez wyraźnego powodu, i niezmiernie mnie to cieszy. Odkryłam, że jest jedną z niewielu osób, przy których czuję się niesamowicie swobodnie, nie muszę silić się na tematy do rozmowy, a czas w jej obecności płynie niezwykle szybko. Dzisiaj za to - w końcu! - udało mi się spotkać nie tylko z L. (z którą przecież widziałam się dwa tygodnie temu), ale i z A. (z którą nie widziałam się ponad trzy miesiące). Wyśmiałam się za wszystkie czasy, potrzebuję więcej takich dni - było pięknie, zachowywałyśmy się co prawda trochę tak, jakbyśmy były po paru głębszych, choć nie wypiłyśmy nic oprócz kawy z mlekiem. Czasem trzeba sobie pozwolić na odrobinę dziecinności i biegania po placu zabaw.


piosenka bez związku, ale mam na nią straszną fazę, słucham na okrągło i kwadratowo