sobota, 9 września 2017

We will walk without feet on the ground and we will talk with our heads in the clouds...









Próbuję wydobyć z siebie emocje, opisać je tak, abym mogła uśmiechnąć się do własnych słów za kilka lat, ale nie umiem w piękny prozatorski sposób opisać szczęścia i tego, co aktualnie się dzieje, bo to wszystko wydaje mi się takie nierealne. Kiedyś nie wiedziałam, że da się żyć ze sobą w zgodzie i siebie k o c h a ć bez względu na sylwetkę, wzrost (z którego moi znajomi tak uwielbiają cisnąć bekę - kocham to całym sercem i to nie jest sarkazm, nie wiem co bym zrobiła bez naszych ironicznych przekomarzanek, naprawdę), kształt twarzy, słabości, niedoskonałości i wszelkie schizy. Abstrakcja.
Na pewno bardzo pomogła mi w tym joga, którą z dnia na dzień kocham coraz bardziej, a efekty we mnie są po prostu zdumiewające. Odbieram wszystko inaczej, jestem spokojniejsza, weselsza. Czy mam złe dni? No mam, a kto ich nie ma? W sierpniu było ich całkiem sporo, jako że był to bardzo napięty i stresujący miesiąc, ale on m i n ą ł. I zakończył się dobrze, a pierwszy tydzień września zakończył się nawet nie wiem kiedy. Przeraża mnie tempo tego roku, wakacje były jedynym okresem, w którym tak naprawdę nie działo się nic zapierającego dech w piersiach, ale przyszedł wrzesień i już - ledwie mrugnęłam, a minął tydzień. Ale lubię to. Lubię nie mieć czasu, zapychać go do granic możliwości uśmiechem i wszystkim, co kocham, a po całym dniu paść na łóżko i spać jak kamień, śnić o dziwnych rzeczach, budzić się dopiero pod porannym prysznicem i być najlepszą wersją siebie, a nie jakimś idealnym tworem wygórowanych oczekiwań. Lubię mieć moje małe miejsce w internecie, w którym czuję, że jestem w stanie swoją historią i doświadczeniem z terapii komuś pomóc, doradzić, okazać wsparcie i zrozumienie poprzez autopsję, co jest ważne i wiem, że mnie samej w tamtym okresie brakowało takiej osoby - dlatego cieszę się, że sama mogę takim kimś stać się dla innych. Lubię pić daktylową gorącą czekoladę i dzielić się przepisami na alternatywne słodycze z innymi, jeszcze bardziej zajaranymi ode mnie zdrowym odżywianiem ludźmi, a jednocześnie kocham nie mieć paranoi i jeść najlepsze lody we wszechświecie w pierwsze dni września pachnące jeszcze latem. Lubię przytulać się z A. i mieć z nią dobry, neutralny kontakt, zamiast bliskiego na siłę i toksycznego. Lubię gapić się na ostro zarysowaną linię szczęki K., słuchać jego głosu i tego w jaki sposób mówi, bo robi to ładnie i płynnie, w przeciwieństwie do mnie - pisać może umiem, ale wypowiadam się strasznie nieskładnie, choć i tak jest już coraz lepiej i na pewno nie wtrącam w swoje wypowiedzi znienawidzonego "yyyy", "eee", co też kocham w sobie, bo liczy się progres. Lubię się zastanawiać czy te emocje, które czuję, to sympatia, zauroczenie czy miłość i dochodzić do wniosku, że nie mam pojęcia. Ale po prostu lubię jego towarzystwo i rozmowy z nim, jak z żadnym innym facetem. Lubię patrzeć na uśmiech mojej ukochanej polonistki i być tutaj, z tymi ludźmi, w tej klasie, mimo że jednocześnie cień smutku przewija się w świadomości, że to ostatni rok razem. Lubię być pierwszy raz w życiu punktualną i zorganizowaną chociaż trochę i nie mieć sobie za złe, że do ideału wciąż wiele mi brakuje. Lubię się nie złościć i odpuszczać sobie i innym, mimo że prawdziwie wybaczać nie umiem nadal. Lubię patrzeć na zawirowania pogody, która jednego dnia daje mi deszcz i zimno (i tak wyczekiwaną przeze mnie porę na swetry, herbaty, kakao i niepowtarzalny klimat jesieni), by następnego dnia przywitać promieniami słońca przedzierającymi się przez jeszcze zielone liście na drzewach. Lubię po raz kolejny, ale pierwszy od dawna zatapiać się w melodiach wygrywanych na pianinie przez brata i lubię patrzeć na jego szczęście z P. Lubię obserwować, jak połowicznie-moja suczka dostaje świra i lata dookoła jak wariatka po całym ogrodzie goniąc własny króciutki ogonek. Lubię to, że mimo ogromnego stresu lub bólu czy smutku, po fakcie we wszystkim znajdę pozytywy, nawet w najgorszych momentach mojego życia. Lubię wykorzystywać jak się da miesiąc darmowego Netflixa i oglądać naprawdę świetne seriale. Lubię mój mały-wielki powrót do tworzenia - rysowania, malowania, pisania prozy. Lubię się śmiać. Lubię swoje życie.





Ostatnio odkrywam tak dużo nowej muzyki (ewentualnie odkrywam starą na nowo), że aż nie wiedziałam, co wybrać, ale niech będzie Oh Wonder - dostałam fioła na punkcie ich nowego albumu, który jest przepiękny i - TAK! - są na nim niemal same radosne teksty! (Ale ostatnio słucham też dużo takich artystów jak: Bokka, The kills, Roo Panes, Vance Joy, Of Monsters And Man, Xxanaxx, ODESZA, Elohim, Pablopavo czy Avicii + dostałam od M. listę jej ulubionych zespołów i niektórych nawet nie ogarnęłam jeszcze, więc lista jedynie się rozrasta - ach, muzyka to jedna z moich ulubionych form sztuki!).   


I got so much soul inside my bones
Take a look at me now
I'm young forever in the sun


PS. Jestem teraz bardziej aktywna na twitterze niż bloggerze. Natknęłam się tam na dziewczynę, której tata jest poważnie chory. Na stronie siepomaga.pl jest zbiórka pieniędzy na jego rehabilitację. Jest możliwość wysyłania smsów, więc nie trzeba mieć koniecznie konta bankowego. Mam do Was prośbę - wyślijcie tego głupiego smsa (koszt niecałe 2,5 zł), porozsyłajcie ten link po znajomych. Dla tej rodziny liczy się każda złotówka, a dla pojedynczej osoby 2,5 zł to przecież żaden koszt.