wtorek, 12 czerwca 2018

Sun is shining and so are you...

W życiu piękne są tylko chwile, bo nie pamiętamy dni - pamiętamy momenty. Dawno nie miałam tak ambiwalentnego nastroju, emocje maturalne zatrzymały mnie w stresie i letargu na dłużej niż myślałam. Ale to już za mną. Uświadamiam to sobie w czerwcową noc, w tłumie obcych ludzi, kiedy nie mogę oddychać, bo jest gorąco i zbyt tłoczno, kiedy drę się jak nienormalna i płaczę ze wzruszenia, kiedy śpiewam znane piosenki i tańczę już na boku, bo przestaję czuć moje nogi - tak, cztery koncerty w jedną noc to chyba trochę za dużo, ale było warto. Uświadomiłam sobie nieuchronność zmian w ciepły, jeszcze majowy dzień, kiedy dostałam histerii i pół godziny siedziałam w łazience, ku zaskoczeniu wszystkich zebranych. Tylko ja niejasno wiedziałam, o co mi chodziło, ale też nie do końca. Chyba było mi przykro i wcale nie dlatego, że to już koniec, bo - jak mnie pocieszał najlepszy brat na świecie (kocham go najmocniej) - to wcale nie musi się kończyć. Ale był ładny dzień. Tylko byłam zmęczona. Za dużo się działo i nie mogłam spać. Trochę inaczej sobie wyobrażałam wieczór z dnia poprzedniego i nie mogłam się później pozbierać; L. śmiała się gdy mówiłam, że jestem amebą towarzyską, ale to niestety prawda. W tłumie obcych ludzi bawiłam się lepiej niż w grupie znajomych. Niemniej, da się coś z tamtego wieczora wyłuskać. Po raz trzeci rozmawiałam wtedy dłużej z A., po raz trzeci był wstawiony, ale tańczyliśmy do jakiejś polskiej piosenki, chyba do "Otwieram wino", a L. była zazdrosna. Spotkałam się po dwóch latach z K., nie miałyśmy czasu porozmawiać dłużej i na osobności, ale sam fakt że przyszła dał mi nadzieję, że uda się to powtórzyć. Później znowu widziałam się z A., ale stchórzyłam i nie zapytałam go o rzeczy, które nurtują mnie od roku, od Krakowa, mimo że byliśmy pierwszy raz sam na sam na dłużej niż minutę. Ale może się jeszcze uda. Natomiast spotkanie z A. - tym razem to dziewczyna - uspokoiło mnie trochę, bo wychodzi na to, że tym razem nie dramatyzowałam - ona też poczuła się wtedy niezręcznie przez słowa K., ale chyba to przemilczę, nie chcę się znowu kłócić. Relacje są trudne, a ja nie jestem w tym dobra, niemniej - cieszę się tempem tych wakacji. Większość czasu spędzam z kimś, a jeśli sama - to z książką, bo wreszcie mam czas czytać coś, co nie jest mi odgórnie narzucone. Cieszę się wakacjami, jem lody i naprawdę próbuję się nie przejmować niczym. Czasem znowu wyłażą rzeczy nie do zniesienia, ale to nieważne, bo właśnie upycham najpotrzebniejsze rzeczy do walizki, by już jutro wylądować we wcale nie takiej ciepłej Hiszpanii, ale i tak nie mogę się doczekać. Santanderze, nadchodzę!